Wczesnym rankiem pewien człowiek zbierał się na targ. Miał odebrać dostawę jabłek ze statku handlarskiego i sprzedawać je. W drzwiach żegnała go żona. Jej uśmiech był piękny, dawał mu energię na cały dzień. Zrobiłby dla tej kobiety wszystko. Obydwoje byli młodzi i dopiero się pobrali, spodziewali się dziecka. Z tego powodu kobieta miała zachcianki na różne rzeczy, czasem krzyczała o byle co. Ale on i tak ją kochał. Jeszcze o tym nie wiedziała, ale chciał jej kupić prezent w drodze powrotnej z pracy. W tym celu długo zbierał oszczędności, a dzisiejszy zarobek miał dopełnić sumy. Mężczyzna szybko wybiegł z domu na zatłoczoną ulicę. Nie było czasu, musiał się spieszyć by zdążyć zaklepać sobie miejsce. Pomimo wczesnej pory na dworze było całkiem tłoczno. O tej godzinie zaczynało świecić słońce, a miasto powoli się nagrzewać. Przy ścianach budynków stali żebracy proszący o jałmużnę, po ciasnych uliczkach szły kobiety z koszami na zakupy. Pewnie młode matki lub służące z bogatszych domów. Gdzieś przejechał powóz zaprzężony w dwa gniade wałachy. Handlarz przeciskał się przez tłum, by dotrzeć do portu i dokonać transakcji. Owoce, które planował zakupić, były bardzo rzadkie w tym kraju, spodziewał się więc dużych zysków. Targował się przez chwile o cenę jabłek, a osiągnąwszy satysfakcjonującą cenę, zapłacił i odszedł szybkim krokiem. Świat wydawał się taki piękny, kiedy wszystko układało się po jego myśli. Każdy szczegół był wyraźny. Nie miało znaczenia, czy jest to mewa opadająca w stronę morza, czy przekupka ubrana w kolorowe wzorzyste suknie. Świat był po prostu piękny. Mężczyzna musiał się jednak skupić, miejsce na targu, prezent dla żony. To były jego cele i musiał je osiągnąć. Inaczej nie będzie udanego dnia, a jego radość nie będzie miała sensu. Udał się więc szybkim krokiem na plac, na którym zamierzał rozstawić swój kram. Po piętnastu minutach pracy wszystkie owoce leżały na straganie błyszcząc się w słońcu, a handlarz głośno chwalił swoje produkty, zachęcając do ich kupna.
***
Zza rogu jednego z wielu budynków otaczających plac wyszedł chłopiec w wieku około 12 lat. Był ubrany dość dobrze.Mógł być chłopcem na posyłki, albo synem jakiegoś kupca. Stał gdzieś z boku, nie zwracając na siebie niczyjej uwagi i przyglądał się otoczeniu, wypatrywał. Jego uważny wzrok powoli przesuwał się po kramach i ludziach przewijających się przez plac. W pewnym momencie jego oczy zatrzymały się na handlarzu namawiającym do kupna jabłek. Kram był oblegany przez bogatszych mieszczan, ale omijany przez biedniejszych, którzy jedynie uważnie się przyglądali. Owoce były piękne, duże i soczyste. Podobały się chłopcu, nadawały się idealnie. Ale kradzież ich nie mogla być taka prosta, musiał odwrócić uwagę sprzedawcy. Powoli podszedł do kramu i zaczął uważnie przyglądać się owocom. Robiąc to, dyskretnie wsunął nogę pod stoisko, i kopnął z całej siły. Zadziałało. Stragan się zawalił, a jabłka rozsypały się po bruku. Przechodzący ludzie zaczęli je deptać. Teraz chłopiec podniósł trzy z ocalałych jeszcze owoców i wmieszał się w gęstniejący tłum. Nikt nie wiedział, z czyjej winy handlarz stracił możliwość zarobku.
***
Mężczyzna rozpaczał. Dobry humor skończył się w jednej chwili. Handlarz stracił dużo pieniędzy. Teraz nie tylko nie był w stanie kupić żonie prezentu, ale też musiał wydać zgromadzoną sumę na nowy stragan, ponieważ stary był cały w drzazgach. Co więcej zarobek z tej transakcji, który miał być owocny i zapewnić dobrobyt całej rodzinie, był niewypałem. Jego śliczna żona była w ciąży, a on właśnie stracił resztkę ich drobnego majątku. Niedługo poród. Jak ma wyżywić za chwile większą rodzinę, skoro nie ma pieniędzy? Teraz będzie musiał bardzo ciężko pracować, by odrobić straty i nie wiadomo, czy zdąży przed końcem ciąży żony. Potrzebował pieniędzy, by nie przynosić złych wieści kobiecie. Ale nie da rady zataić przed żoną braku pieniędzy. Ona bardzo się zdenerwuje, a to będzie złe dla dziecka. Zrezygnowany mężczyzna szybkim krokiem udał się do najbliższej karczmy. Musiał się odprężyć, a w tym najlepiej mogła pomóc tylko szklaneczka czegoś mocniejszego i grupa znajomych którym będzie mógł się naskarżyć na tego idiotę co mu zniszczył kram. Może pograją w karty. Jak zrobi duży zakład, jak wygra, to nie będzie tak źle.
***
Uliczki, którymi biegł chłopiec robiły się coraz mniejsze i bardziej zaśmiecone. Zaczęło też śmierdzieć biedniejszymi dzielnicami. Dwunastolatek by prawie na miejscu. Nie wiadomo skąd pojawił się pies. Zaczął szczekać, warczeć. Jednak kiedy chłopiec się zbliżył, zwierze ucichło i nadstawiło się do pogłaskania.Ten pies wyglądał na drogą rasę, jednak bardzo zaniedbaną. spod skóry wystawały mu żebra. Wreszcie chłopiec dotarł do znajomego zaułka. Ściągnął najlepsze ubranie, jakie posiadał i starannie złożył w kosteczkę. Strój ten służył mu do oszukania ludzi, tak by nie znali jego zamiarów, by mógł się zbliżyć. Gdyby przyszedł w zwykłych szmatach, jakie nosił na co dzień, to nic by nie ukradł. Nie miałby możliwości zbliżenia się do nawet najbiedniejszych kramów. Z tego powodu bardzo dbał o to ubranie. Teraz podszedł do sterty starych koców, w które zawinięta była siedmioletnia dziewczynka. To była jego siostra. jej chuda twarz wychynęła zza przykrycia i dziecko spojrzało na brata wielkimi, błyszczącymi od gorączki oczami. chłopiec wręczył jej swoją zdobycz, a ona zjadła ją w całości. nic nie zostało. Dał jej drugi owoc. Tego jednak nie dojadła. Zaraz potem zasnęła, a on usiadł obok niej i wyciągnął z kryjówki flet, który sam zrobił i zaczął grać piękną, lecz smutną melodię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz